10 czerwca 2007

Dlaczego Twitteruję?

Twitter Screenshot

Raz po raz napotykam w necie dyskusje dotyczące Twittera - jedno pytanie jest stale obecne.

Po co to?

Zwykle rozszerzone ono jest o opinie, jak głupi jest serwis, w którym piszesz co robisz ewentualnie niedowierzanie jakim cudem idea Twittera zdobyła taką popularność.

Dlaczego ja Twitteruję?

  1. Najszybsze zdobywanie informacji o nowinkach
  2. Motywacja do pracy
  3. Wiedza gdzie przebywają znajomi
  4. Szlifowanie angielskiego

Po kolei:

  1. Twitter stał się domem sław internetowych i guru webdesignu. Shea, Cederholm, Koch, Keith, Zeldman. Wielokrotnie można przeczytać mini-relacje z konferencji, zapowiedzi postów na blogach, projektów. Przydatne źródło mikroinformacji. Nie mam czasem czasu śledzić na bieżąco RSS-ów – gdyby nie Twitter nie wiedziałbym, że jutro jest Apple WWDC. No i nie miałbym okazji pośmiać się z lolcats.

  2. Na Twitterze mam grupkę znajomych - webdesignerów, webdeveloperów, programistów. Mikroblogowanie najlepiej nadaje się do zapisania jaki błąd Explorera aktualnie obchodzimy, który task z todo właśnie wykonaliśmy czy ile zwrotnych maili do klientów właśnie wysłaliśmy. Twitter to bardzo dobry przyjaciel freelancera - łatwo zostać zmotywowanym gdy Veerle co 30 min pisze że właśnie skończyła kolejną ilustrację.

  3. Jeśli ktoś znajomy pisze, że idzie na spacer, nie będę go męczył emailami bądź wiadomościami na Jabberze, prawda? Sam mogę też określić swoje położenie, jeśli tylko zechcę. Na zachodzie dodatkowo tyle osób Twitteruje, że często można się przez ten serwis umawiać na spotkania (np.: podczas międzylądowania).

  4. Czuję motywację do pisania po angielsku i mimo, że czasem wychodzi to koślawie, to uczę się nieformalnych słówek i zwrotów - przy okazji.

Te cztery punkty najlepiej określają, dlaczego chcę Twitterować i robię to dość często. To coś jak status w IM, ale lepiej - informacje o nich dostarczane są do mnie, nie muszę przeglądać samodzielnie listy. Oraz jesteśmy w stanie utrzymać znajomości na bezpiecznym poziomie - czasem pare odpowiedzi przez Twittera odnośnie statusów – nie wpadając w kilkugodzinny wir czatowania zjadający dobę. Może i smutne, ale to tylko panaceum na możliwości jakie stworzył Internet - tutaj potrafisz poznać nawet kilkaset osób na miesiąc.

Polskie?

Normalnie zapisałbym się do Blipa - większy krąg znajomych, polskie realia (tańsze SMS-y). Ale nie zrobię tego… od dawna ciągnie mnie w stronę Zachodu. Niemniej serwisowi życzę powodzenia, bo z punktów które wypisałem, tylko pierwszy nie aplikuje się do Blipa.

Mam nadzieję, że teraz lepiej widać, jak ważnym serwisem jest Twitter - zmniejsza on przepaść między światem realnym a internetowym, dodając do pierwszego zalety drugiego. Uważam, że mikroblogowanie niedługo będzie nieodłącznym fragmentem istnienia w sieci, jak obecnie komunikator internetowy albo konto na Fotce.

Ok, z tym ostatnim żartuję. ;-)

  1. 10 czerwca 2007, 16:26:24 Wojciech Z. »

    Myślę, że ciężko zlokalizować taki serwis — wystarczy spojrzeć na to, o czym pisze większość mikroblogerów (?) z Polski… I to mnie właśnie odpycha od Blipa. Mógłbym podpisać się pod większością z Twoich argumentów.

  2. 10 czerwca 2007, 16:26:24 reod »

    Dokładnie dziś, 14:49 wysłałem email z prośbą o możliwość betatestingu blipa…

    Coś mnie dzisiaj naszło, żeby spróbować tego czegoś, a po tym wpisie naszło mnie jeszcze bardziej :-)

    btw: gdzie teraz mieszkasz? Wyczytałem o przeprowadzce; jak się mieszkanko podoba, widoki ładne? Sąsiedzi nie dokuszają ;)

  3. 10 czerwca 2007, 16:26:45 Lanooz »

    Podczas twitterowania również i ja się uczę angielskiego. Sprawdzam sobie czasem to i owo w słowniku gdy nie potrafię znaleźć słowa, twitter mnie do tego motywuje, tak więc łatwiej mi to zapada w pamięć. Również czytając innych się uczę. Zakładając, że piszą po angielsku oczywiście ;)
    Bah, love twitter.

  4. 10 czerwca 2007, 16:29:10 Dziudek »

    Co do dużo pisać – sama prawda ;) Mnie osobiście drażnią wpisy ludzi, którzy myślą, że Twitter czy inne serwisy do niego podobne służą jedynie po to aby opisywać, że właśnie się je obiad itp. Krótko mówiąc tacy ludzie pewnie nawet tego serwisu nie widzieli na oczy, ale coś usłyszeli/przeczytali i już mają powód by coś napisać na blogu (no bo jak nie ma innych pomysłów) o tym serwisie oczywiście maksymalnie wyolbrzymiając pewne fakty…

  5. 10 czerwca 2007, 16:30:30 Riddle »

    Wojtek: No właśne. Chociaż może to część betatestów – nie wiadomo co pisać, to się pisze banalnie. Z drugiej strony, przecież czasem można. :>

    Reod: Warszawa, okolice i mieszkanie cudowne. ;-)

  6. 10 czerwca 2007, 16:38:12 thion »

    Shit, wcięło mi strasznie długi i rzeczowy komentarz™, to napiszę krótszy.

    Gdy spotkałem Twittera po raz pierwszy (ok. grudzień 2006) to myślałem, że spotkam na nim ludzi, mniej więcej w swoim wieku – przecież starsi czasu nigdy nie mają.

    Tym czasem, to młodsi nie mogą zrozumieć microblogowania. „A po co to?”, „Nie mam czasu” – takie odpowiedzi dostawałem, gdy zachęcałem moich kolegów ze szkoły do użycia „co robisz?” (twittera i tak by nie zrozumieli, bo po ang.)

    Ostatnio zrozumiałem, że nie ma sensu naśladować całkowicie idei Twittera. Orginał ma taką siłę przebicia, że po prostu nikt nie ma szans z nim konkurować. Na rynku międzynarodowym jedynie jaiku się odważyło, ale tylko dlatego, że Leo Laporte ściągnął ludzi przez aferę związaną z jego podcastem chyba (nazywa się twit).

    Dlatego dziś raczej zmodyfikuję „co robisz?” o coś czego brakuje u nas. Bo (szczerze mówiąc) z blipem może już chyba tylko konkurować tylko moblo.pl. Pierwszy był bardzo dobrze rozreklamowany, a ten drugi ma za sobą pino.pl.

    Jestem ciekaw, jak potoczy się walka o to, kto zostanie najpopularniejszym Twitterem w Polsce. Kibicuję blipowi.

  7. 10 czerwca 2007, 16:51:45 pecet »

    Żeby dodać przeciw-wagę dla „achów” i „ochów” powiem że mi się kompletnie ta idea nie podoba, mimo że jakiś czas testowałem Twittera, to jest to IMO bezsensowne, a jak chcę „mikro-zablogować” to korzystam z minibloga na joggerze…

  8. 10 czerwca 2007, 16:52:23 thion »

    @pecet: ale to wtedy jest miniblog, a nie microblog. :-P

  9. 10 czerwca 2007, 16:54:01 pecet »

    thion — możliwe, a po za tym statusy na Jabberze mi wystarczają jak chcę przekazać informację o czynności którą wykonuję, tak prawda, w Twitterze można sobie posprawdzać historię czynności, ale czy to komuś potrzebne naprawdę.., wiedzieć co robił nasz sąsiad 3 dni temu? ;)

  10. 10 czerwca 2007, 16:54:37 Riddle »

    No i sam się muszę pofatygować, żeby przeczytać co masz do powiedzenia. Nie dostanę wiadomości na telefon, komunikator (tylko link jak mam Joggera)… miniblog to coś innego niż Twitter – widziałeś żebym na swoim puszczał 15 wpisów dziennie? A tyle czasem potrafię.

    Innymi słowy – Pecet, nie chcesz – nie używaj. Ale nie mów, że to jest bez sensu bo wyjaśniłem też czym się rożni ta idea od statusów na rosterze.

  11. 10 czerwca 2007, 17:12:31 Siergiej »

    No to czas chyba postulować kolejną specjalną kategorię na joggerze – microblog hahaha ;D

  12. 10 czerwca 2007, 17:39:36 Mouser »

    Ok, pora wypróbować co Twitter ma mi ciekawego do zaoferowania, przekonałeś mnie ;).
    Swoją drogą Lolcats rządzą :D.

  13. 10 czerwca 2007, 18:05:47 Marcin "Ktos" »

    A ja zostałem wciągnięty do Twittera w sumie to nie wiem jak… i szlifuję angielski razem z Riddlem :-)

    Choć trochę mnie ciągnie do Blipa. Zwłaszcza, że tak w sumie nie wiem ile SMS-y Twitterowe kosztują, bo rachunku jeszcze nie dostałem :-P

  14. 10 czerwca 2007, 18:07:47 Mouser »

    Ja właśnie czekam, aż do rachunku na Orange on-line dodadzą koszt wysłania testowego do nich.
    A Bl!p mnie odrzucił swoją stroną główną – wszystko nawalone, ledwie co widać...

  15. 10 czerwca 2007, 18:08:54 Mouser in the web. »

    Twitter - Dobra, wciągneli mnie ;)

    Przekonano mnie ... - http://twitter.com/Mouserek - wszyscy znajomi, którzy to czytają niech mnie dodadzą ;). A wszyscy inni niech się zapiszą... i też mnie dodadzą, będzie śmiesznie ;).

  16. 10 czerwca 2007, 18:43:38 mmm »

    Różnica między blogiem, mini blogiem, a micro blogiem jest chyba bardzo umowna. Akurat na Joggerze ludzie uważają, że wpisy jednolinijkowe są złem. To nie znaczy, że Pecet nie może sobie dodać 15 wpisów w miniblogu.
    A do tego te 15 powiadomień średnio na każdego znajomego na telefon. To niczym radiotelegrafistka na głównym froncie. ;)

  17. 10 czerwca 2007, 19:36:19 kiero »

    @Riddle: „od dawna ciągnie mnie w stronę Zachodu.”. Hmm z tego co wiem to Warszawa jest na wschód od Łodzi ;D A po za tym jak już mówisz, że ciągnie Cię na zachód to czemu przeprowadziłeś się do innego miasta w PL niż do np. UK?

    Btw, szlifowanie angielskiego też przekonało mnie do Twittera :>

  18. 10 czerwca 2007, 20:58:37 qeek »

    Riddle, milo Cie widziec po stronie zwolennikow Twittera.

    Sam po poczatkowych watpliwosciach co do idei microbloggingu, teraz zaczalem regularnie twittowac i pewnie tak szybko nie przestane, chocby dlatego, ze jest to kolejny sposob na oswajanie sie z jezykiem angielskim. Jedyny zasadniczy problem to mala ilosc znajomych (zwlaszcza realnych), ale coz poradzic – w Polsce i tak pewnie najbardziej popularny w tej kategorii stanie sie blip czy inne corobisz. Poki co pozostaje mi sledzenie internetowych celebrities, takich jak Amber MacArthur, Veerle czy… Riddle ;-)

  19. 10 czerwca 2007, 23:25:51 snufkin »

    IMHO, to ciekawe uczucie, jak w smsie widzisz „oglądam Fakty”, a samemu „ratujesz świat” odcięty od rzeczywistości.

    Co do ceny w Orange, cóż próbowałem znaleźć, niestety ich strona bardzo ułatwia w dotarciu do takich informacji…

    Szale przeważył punkt 4.

  20. 11 czerwca 2007, 09:30:34 Hoppke »

    Twitter, sprzed minuty dosłownie. 9 ostatnich wpisów (z głównej), przeklejam żywcem:

    1. べ○○○、荷物の発送忘れやがった。
    2. ぬぼぬぼ。ぷるん!
    3. [B!]U.S. FrontLine(16:16) http://tinyurl.com/2hls77
    4. 久しぶりにゾッとするような文章を読んだ。あえてどこのサイトとは云わないが、気分が悪くなるような文章で互いを貶め合う姿はかなり醜悪だと思う。
    5. L:東京都港区赤坂四丁目
    6. At the hotel. Not bad, actually. Looking fro grub in all the wrong places at 12:22AM.
    7. [ 要学力検査 ] タグにコーヒー吹いた w Tw
    8. 1st time online all day so i’m late when i say HAPPY BIRTHDAY WOSEY!!!! looks like you almost died in your pictures.
    9. Loving the new bus service in Edinburgh that now goes door to door from my flat to the office.

    Riddle, czy TO co przekleiłem ma Twoim zdaniem sens? Przecież to jakieś śmieci…

  21. 11 czerwca 2007, 09:32:38 pecet »

    To że nie znasz języków azjatyckich to nie znaczy że to jest bez sensu, co nie zmienia faktu że to co można przeczytać po angielsku, też sensem nie grzeszy ;]

  22. 11 czerwca 2007, 10:46:46 Hoppke »

    @pecet:
    Wnioskując po wpisach w językach europejskich Twitter to w 95% śmieci.

    O, przykład z teraz:
    1. „ Panic At The Disco is the worst band ever”.
    2. „ On a bus. Is it Monday already?”
    3. „ Let’s go.”

    (wpisy złożone z samych znaków zapytania odfiltrowałem).

    To ma tak koszmarny signal/noise ratio, że… Już mój spam jest ciekawszy, serio!

    Twitter is for twits.

  23. 11 czerwca 2007, 11:38:05 snufkin »

    @Hoppke, czytasz stronę główna i dziwisz się, że to nie ma sensu.
    Poczytaj grupki znajomych, wtedy będzie miało to sens.

  24. 11 czerwca 2007, 13:41:14 Lanooz »

    snufkin dobrze gada, piwo mu dać :>

  25. 11 czerwca 2007, 14:04:43 Hoppke »

    @snufkin, Lanooz: ok, to podacie mi parę linków do twitterowych grup, które mają SENS i nie wyglądają jak pieprzenie „zjadłem śniadanie, wypiłem szklankę mleka”, „jadę do pracy”, „jestem w pracy”?

    Bo przeglądałem historię twittów u riddle, zaglądałem też do paru innych losowo klikniętych grup (część z „favorites” u riddle, część z „featured” z głównej).

    I… no nie wiem, może staromodny jestem, ale nie rajcują mnie wiadomości typu „xxx has been hacked”, „note to self: get a permanent job”, „blood sugar is 110”, „breakfast”, „ I <3 PNG’s”, „going to play whirlyball”... A to nie są tendencyjnie wybrane wpisy.

    „sławy i guru webdesignu”, podlinkowane przez riddle, albo zdają szczegółowe relacje z etapów swoich podróży po świecie (booo-ring, co mnie obchodzi, że stewardessa podała komuś kawę?), albo wrzucają teksty typu „napisałem kolejne 10 linii kodu”, albo wręcz piszą o niczym – „enjoying twitterific”.

    Być może na twitterze są faktycznie sensowne miejsca, ale mój krótki research ich nie wykrył. Więc liczę na to, że fani twittera i jego obrońcy wskażą mi linki, których lektura będzie bardziej wartościowa niż blogi czy RSS-y.

    Mój priorytet: konkretna, użyteczna wiedza – czyli nie obchodzi mnie co kto jadł na śniadanie, którego div-a skończył w jakimś projekcie, czy warto oglądać znowu Lost-ów itp.

    Przerażająca jest ilość tego śmiecia na twitterze… a może ja jestem jakiś nieprzystosowany? Może właśnie o to chodzi?

    Czy jest ktoś, kto z zaciekawieniem czyta wpisy pokroju http://twitter.com/riddle? Ktoś poza autorem?

    Mi by było szkoda czasu… może dlatego twitter do mnie nie przemawia?

  26. 11 czerwca 2007, 14:09:03 Riddle »

    Więcej argumentów odnośnie Twittera wypisałem w dyskusji z mmm

    Myślę, że można śmiało powiedzieć, że ludzie którzy nie są podekscytowani możliwościami użycia sieci w zwyczajnym życiu jako dopełnienia nie będą zainteresowani Twitterem. Takie „Web1.0 people”, no offense.

  27. 11 czerwca 2007, 14:15:38 Riddle »

    No i nie sposób spróbować Twittera, jeśli się nie ma tam znajomych. Bo ofcoz – Hoppke nie będzie czytał jakich selektorów używam hakując Linga, bo ani razu nie zamieniliśmy słowa i totalnie go nie interesi „co u mnie”.

  28. 11 czerwca 2007, 15:51:58 Hoppke »

    Riddle: etatowo pracuję z urządzeniami mobilnymi. Może dlatego nie rajcuje mnie „używania sieci w zwyczajnym życiu”, bo to mój chleb powszedni. Za to już dawno temu „odkryłem”, że w informacji chodzi o jakość (przydatność), nie ilość (nasycenie).

    Dalej: zakładam, że Linga to jakiś projekt przy którym pracujesz. Skoro zainteresuje tylko jakąś grupkę osób (team?), to czemu nie używacie dedykowanych „collaboration solutions”?

    Rozumiem, że uważasz się za „web2.0 person”? Czy inni ludzie z pokolenia web2.0 uważają, że „Jeśli ktoś znajomy pisze, że idzie na spacer, nie będę go męczył emailami bądź wiadomościami na Jabberze, prawda?(...)”

    Gdy ja piszę do kogoś maila, to mi zwisa czy jest na spacerze, w wannie, czy może śpi. Gdy zależy mi na natychmiastowym kontakcie, to sięgam po odpowiedniejsze metody (skype, gsm, jabber…)

    Albo to z jabberem – czy mam to rozumieć tak, że przed posłaniem wiadomości na jabberze sprawdzasz twitterem, czy kontakt jest przed komputerem? Statusy z jabbera są deprecated? Naprawdę potrzebujemy twittera, by gadać ze sobą na jabberze? :)

    Czy nie zaczynasz sprowadzać każdego problemu do gwoździa, który najchętniej wbiłbyś twitterem?

    Twitter jest czym jest, na pewno masa osób znajduje dla niego zastosowanie. Nie kwestionuję jego popularności i nie dziwi mnie ona, tak jak nie dziwi mnie też popularność emotikonek w GG. Przyłączę się jednak do grupy osób mówiących „to głupi serwis”, bo argumenty jakie przedstawiłeś nie trafiają do mnie. Więcej nawet, nastrajają mnie bardzo nieufnie do fanów twittera.

    Riddle, w informacji naprawdę nie chodzi o wpychanie jej wszędzie. To już się stało. Wake up.
    Mamy komórki z WiFi i klientami RSS. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości dużą część domowej biblioteki będę trzymał w e-paperowym „zeszycie”, posiadającym pewnie WiFi i gniazdko ethernetowe. To robi na mnie wrażenie. Nie Twitter.

    Twitter to broadcast danych. Nieukierunkowany, chaotyczny i bez segregacji. Żeby dotrzeć do ciekawych danych trzeba najpierw przegryźć się przez dawkę szumu. W epoce web2.0 mało kto ma na to czas.

    Sądząc po jakości wpisów na twitterze wnioskuję, że 80% jego treści to write-only content. Wielu pisze co jadło na śniadanie i jaką trasą udają się do pracy. Mało kogo to obchodzi. Skundlone Web2.0. No offence.

  29. 11 czerwca 2007, 15:54:29 thion »

    @Hoppke: Twitter jest dziwny i głupi, może dlatego go lubię. :-)

  30. 11 czerwca 2007, 16:48:42 Lanooz »

    riddle! Proszę, powiększ pole do pisania komentarzy! :)

    Nie, nie wertuję dziennie wpisy ludzi. Mam dodanych znajomych, zostaję powiadamiana o ich statusach i przy okazji zajmie mi to nanosekundy do przeczytania. Informacja gdzieś sie zachowa w jakimś zakątku umysłu i w odpowiedniej chwili będę ją wspominać i może mi się przydać.

    Garść przykładów, które Ty z pewnością uznasz za jeden wielki bezsens, bo nie starasz przepuścić myśl, że może być jednak inaczej:
    „is reading e-mail and rss” – z chęci zagadania, zagadam do tej osoby i zapytam ile ma zaległych rss‘ów. Mała wymiana zdań jest przyjemna.

    „Shit… this morning sucks” – wiem kto ma jaki humor, mogę z troski/ciekawości zapytam o co chodzi :> I znów miła wymiana zdań moze być.

    „coffee, music and mootools” – ‘oh! to on pije kawe?’ Tak, to tez interesujące na swój sposób.

    „ installing some greasemonkey scripts” – powiedzialbys ‘a po co mi to wiedziec?’, ja jednak zapytalabym dana osobe jakie skrypty instaluje, to mzoe ja tez skorzystam.

    Kiedy wiele, wiele szczegolow, ciekawostek, na pozor informacji bezsensownych o danej osobie, sie podsumowuje, uogólnia, w ten sposob poznajemy ją. I nie biore tego wniosku z powietrza.

  31. 11 czerwca 2007, 18:35:26 Hoppke »

    Lanooz: nie uznaję Twoich przykładów za „jeden wielki bezsens” i nie bardzo rozumiem skąd masz takie przeświadczenie. OK, ale do rzeczy.

    Wszystko co podajesz znam z własnego podwórka. Tyle, że korzystałem z takich rzeczy już X lat temu, gdy założyłem swoje pierwsze konto na ICQ. Tam też były statusy opisowe i gdy widziałem u kumpla status typu „Pieprzony poniedziałek” to też czasem zagadywałem „co się stało?”.

    Ale właśnie. To było możliwe już dziesięć lat temu.

    Możesz mi powiedzieć co dokładnie Cię tak pociąga w Twitterze? Bo to co wymieniłaś teraz, to po prostu IM. Stare jak ICQ (i jarałem się tym pewnie z 10 lat temu). Domyślam się, że Twitter musi mieć coś więcej, coś co sprawia, że wolisz go używać zamiast np. używać klienta jabbera do monitorowania zmian statusów znajomych. Ja na dobry początek mogę strzelić, że twitter zbiera statusy nawet gdy jesteś offline. A jakie Ty zalety widzisz? Co wykracza poza IM…?

    Aha, ale z tym wyrabianiem sobie opinii o kimś na podstawie statusów to do mnie nie dotrzesz. Jestem zwolennikiem dialogu, a nie śledzenia czyichś statusów. To dobre dla stalkerów (hmm, Twitter to świetne narzędzie dla takich ludzi… :)

  32. 11 czerwca 2007, 18:47:19 snufkin »

    @Hoppke, jest możliwość wysyłania i odbierania smsów, jako wiadomości na twitterze, jest to o tyle komfortowe, że nie muszę tracić sporo kasy, jeśli chce zawiadomić 20 znajomych, że akurat no nie wiem, że akurat jestem po operacji i wszystko jest ok.
    Poza tym jeśli nie masz dostępu do sieci, jesteś np.: na wczasach, masz szanse być na bieżąco, z tym co się dzieje w sieci i u Twoich znajomych, którzy nie mają telefonu, albo nie masz ich numeru etc.

  33. 11 czerwca 2007, 19:16:55 nbw »

    A ja traktuję Twittera jako miejsce na mikrobloga. enbewu.net jest bezpłciowy ale nie chciałbym go zaśmiecać właśnie czymś takim jak „kurwa, ale mi się nie chce…”. Zmiana opisów w IMach mnie nie kręci.

    Podoba mi się właśnie to, że osoby, które często są postrzegane za osobistości itd też mają swoje przemyślenia prywatne, życie itd. Czytając molly.com nie dowiesz się raczej o tym, że wkurza ją to i tamto.

    Tak, to IM, Hoppke – masz rację. To nic przełomowego, bo tworzenie rzeczy popularnych i ponadczasowych nie polega na odkrywaniu czegoś nowego (rzadko) – to podanie czegoś tak oczywistego jak IM w sposób który potrafi skupić w jednym miejscu x mln ludzi.

  34. 11 czerwca 2007, 19:40:45 Hoppke »

    @nbw: a właśnie, poruszyłeś coś, co mnie ciekawi. To takie „niezaśmiecanie” blogów i separowanie rzeczy prywatnych od profesjonalnych blogów.

    Wielcy bloggerzy kładą m.in. nacisk na jasne zdefiniowanie sobie tematyki bloga i trzymanie się jej. Kończy się to tak, że jeden człowiek ma kilka różnych blogów i używa ich trochę jak super-tagów do określania kategorii. Pewnie sporo osób mogłoby powiedzieć „mam jeden blog techniczny, jeden offtopikowy, jeden poświęcony pracy, jeden anonimowy do wybluzgania się, no a na twitterze puszczam niewyrafinowane, krótkie teksty których nie mogę zamieścić na żadnym z blogów, bo by mi image popsuły”.

    Myślisz, że taka ma być przyszłość? Takie rozszczepianie swojej osobowości i serwowanie różnych jej aspektów różnymi kanałami?

    Nie powiem by mi się to podobało, ale taki trend jest zauważalny… wielu znanych mi „technicznych specy” do prywatnych rzeczy używa osobnych blogów, bo nie chcą sobie wizerunku specjalisty psuć pisaniem o prozaicznych słabościach. Czy twitter ma takie wzięcie, bo pozwala każdemu m.in. wykreować nowy, świeży image, bez tej maski bezpłciowego profesjonalizmu jakiej używa się na wziętych blogach? To tylko wyssana z palca hipoteza :)

  35. 11 czerwca 2007, 20:50:10 Lanooz »

    nie powiedziałam, ze to pozwala całkowicie poznać człowieka, ale to wszystko potem tworzy istotną rzecz i zbiór informacji, błahostek. Błahostki w życiu mają wielką moc, wiem co mówię.
    Większość tych których mam jako znajomych w ogóle nie znałam, nie wymieniłam żadnego słowa. teraz nawiązuje z nimi kontakt. Widzę czym się zajmują – pierwszy stopień, czym się interesują – drugi stopień, a następnie to już tylko krótkie rozmowy, potem konwersacje, prywatne dyskusje – własnie tak.
    Pisząc bloga, inni formują jakąś opinię o mnie, tak samo jak twitter. Oczywiscie to nie to samo co lepsza znajomość, czyli rozmowy za kurtyną, ale to już coś.

    To nie IM. Może 10 lat, gdyby był twitter to byłoby prawie to samo co IM, ale to nie jest IM :P Widziałeś kiedyś żeby znajomy tak często zmieniał statusy? Statusy w kontaktach dzisiaj, nie 10 lat, zawierają inną treść. Wszystko co pisałam na twitterze nigdy w życiu bym ich nie napisała w opisie na gg, czy jabberze.

    Co do blogów, i ‘rozszczepianie’ własnej osobowści….wg mnie to jest męczące, i tu masz rację. Na swoim blogu piszę o dosłownie wszystkim, ponieważ również nie widzę sensu rozszczepiania tego, ale nie mam miejsca na zamieszczanie osobistych, krótkich przemyśleń, rzeczy mniej poważnych. Po to mam twittera…
    Publiczny, ale mniej publiczny niż mój blog, schowany pod pewnymi wzrokami ;)

  36. 11 czerwca 2007, 22:05:27 kiero »

    A może któryś z obecnych tu twitterowiczów orientuje się ile kosztuje wysłanie smsa potwierdzającego telefon i wysłanie notki na twittera? ;> Mam nadzieje, że odbieranie smsów z notkami innych już jest bezpłatne.

  37. 11 czerwca 2007, 22:13:13 Riddle »

    Odbieranie bezpłatne ofcoz. A wysyłanie… trochę kosztuje, ale chyba nie więcej jak 20-30gr.

  38. 11 czerwca 2007, 22:54:12 kiero »

    No powiadamianie smsami fajne. Ale mogłaby być opcja, żeby smsami dostawać tylko notki od wybranych od siebie osób. Wtedy by było naprawdę bajer ;>

  39. 11 czerwca 2007, 22:55:52 Riddle »

    Częściowo się da. Możesz wyłączyć update’y od wybranych osób (ale pojedynczo)

  40. 11 czerwca 2007, 23:11:16 kiero »

    No niby wpisałem z telefonu: „follow osoba” i powinienem dostawać tylko jej notki, a nadal dostaje innych też ;/

  41. 12 czerwca 2007, 22:31:28 bwgg »

    Może ja o czymś nie wiem, ale w Heyah (gdzie mam komórkę) SMS do stanów to prawie 2 polish zlotys ; d

  42. 12 czerwca 2007, 22:33:03 Riddle »

    A do UK? Bo numer Twittera na Europę właśnie jest stamtąd.

  43. 12 czerwca 2007, 22:34:32 bwgg »

    Tyle samo ; )

    O czym ja nie wiem?

  44. 12 czerwca 2007, 23:01:48 bwgg »

    Dodam, że Orange ma równe 2zł za „wysłanie SMS w roamingu”

    A i twittera się dorobiłem, żeby tylko zobaczyć pewnie: http://twitter.com/bwgg

  45. 14 czerwca 2007, 18:30:31 nbw »

    Hoppke: „Nie powiem by mi się to podobało, ale taki trend jest zauważalny… wielu znanych mi „technicznych specy” do prywatnych rzeczy używa osobnych blogów, bo nie chcą sobie wizerunku specjalisty psuć pisaniem o prozaicznych słabościach. Czy twitter ma takie wzięcie, bo pozwala każdemu m.in. wykreować nowy, świeży image, bez tej maski bezpłciowego profesjonalizmu jakiej używa się na wziętych blogach? To tylko wyssana z palca hipoteza :)”

    Ależ oczywiście, że tak. Czy słyszałeś by prezes jakieś banku bluźnił na konferencji czy w wywiadzie? Widziałeś by ktoś w artykułach pozwalał sobie na prywatne wycieczki?

    Blogi to już nie miejsca, gdzie można dać upust swoim myślom. To wyrachowane pisanie mające na celu maksymalizację zasięgu.

    Z drugiej strony, takie rozszczepienie to także szacunek dla czytelnika. Dla przykładu weźmy joggera – osoby śledzące danego bloga dostają powiadomienie o nowej notce na jabbera. I teraz wyobraź sobie, że co 15 minut wlatuje nowa notka z gatunku: „wkurwiłem się”.

  46. 22 czerwca 2007, 13:55:04 Tyhagara »

    Całkiem to przydatne szczególnie kiedy chce się z kimś skontaktować, a ta osoba nie opowiada. Wystarczy, że spojrzę co napisała na Twitterze i reszty można się domyśleć.

  47. 19 lipca 2007, 14:26:26 JS »

    W Play® – inna telefonia komórkowa™ zapłaciłem 50gr.

Antyspam

Do formatowania komentarza (zwłaszcza linków) używaj Markdown. W razie wątpliwości użyj podglądu.

Komentarze mogą zostać ukryte (zmoderowane) jeśli mijają się z tematem wpisu. Poprawiane są też niepodlinkowane hiperłącza i większe cytaty.

Pamiętaj – ludzie patrzą.